niedziela, 15 września 2013

Ruth

Literatura wiktoriańska kojarzy się bezwiednie ze schludnymi, kulturalnymi, cichymi i nieśmiałymi dziewczętami, pokornie wyczekującymi odpowiednich kandydatów na mężów. Gdyby ktoś powiedział mi wcześniej o utworze z tamtej epoki opowiadającym o kobiecie upadłej, pewnie bym nie uwierzyła. A kiedy książka taka stanęła na mojej drodze, nie mogłam się oprzeć i pełna zapału natychmiast po nią sięgnęłam. Wrażenia? Przede wszystkim ogromne zaskoczenie!


Ruth Hilton została sierotą w bardzo młodym wieku. Zmuszona jest pracować jako szwaczka. Pewnego dnia na jej horyzoncie pojawia się tajemniczy pan Bellingham. Choć dziewczyna nie do końca rozumie swoje uczucia, zgadza się przyjąć jego ofertę wzięcia jej na utrzymanie...

Autorka zaczęła "Ruth" opisując miejsce akcji, co odbieram zdecydowanie na jej korzyść. Dzięki temu lepiej mogłam wyobrazić sobie realia powieści (które zostały skądinąd przedstawione bardzo dobrze) - a czasem przez pierwsze kilkanaście stron mam przed oczami postacie bez twarzy, stąpające po szarym tle. Opisy, tak charakterystyczne dla gatunku, trzymały poziom przez całą długość historii. Co ważne - nie powiem, aby nudziły (no, może tylko przy okazji wyborów i związanych z nimi intryg). Styl Elizabeth Gaskell jest dokładnie taki, jak kocham - klimatyczny, gawędziarski, epokowy, ale zrozumiały. Nie przeszkadzający w zachłannym czytaniu. Zaciekawił mnie również pomysł na narrację tej historii - narrator ewidentnie jest świadkiem wydarzeń, bo co raz wtrąca jakieś adekwatne do sytuacji uwagi - ale nie jest też ich uczestnikiem.

Najbardziej znaczącym powodem mojego wspomnianego zdumienia, jest osoba głównej bohaterki. Prawdę mówiąc spodziewałam się wulgarnej i impulsywnej dziewczyny. Zastałam natomiast osobę cichą, wrażliwą, pokorną i bujającą w obłokach. Kształtowanie jej charakteru przedstawione zostało idealnie - Ruth stopniowo staje się coraz bardziej stanowcza, odważna, pełna determinacji. Nie mogę jednakże powiedzieć, aby przypadła mi ona do gustu. Była taką cichą bohaterką - zniesie wiele, ale zaraz potem się rozpłacze. O wiele większą sympatią obdarzyłam starą służącą - Sally. Nie mówiła, hm, wyszukanym językiem; ubóstwiała wszelkie tradycje i konwenanse, cechowała się specyficznym poczuciem humoru. Tylko czekałam na sceny z jej udziałem!

Tematyka dotycząca kobiet upadłych oddana została bardzo dobrze - wraz z ówczesnymi przekonaniami dotyczących takich kobiet i ich dzieci - jednak nie spodziewałam się, iż obraz ten będzie przepełniony współczuciem. Prawdę mówiąc, liczyłam na większą brutalność. 

A teraz wyjaśnię, dlaczego ocena będzie, jaka będzie. Powodem jest przede wszystkim długość tej historii - aż 530 stron. Nie łączy się to dobrze z nader powolną akcją - bo po prostu nie daje motywacji do czytania. Jak mówiłam, kocham pióra wszelkich wiktoriańskich autorek, ale bardzo często nie pozwalają one na czytanie w przerwie między innymi zajęciami. Tak było w przypadku "Ruth" - potrzebowała ona skupienia się, a to z kolei - czasu. A z czasem ostatnio jest u mnie krucho.

Mimo to, nie jestem niezadowolona z lektury "Ruth". Prawdą jest, iż dłużyła mi się okropnie, ale w końcu była to prawdopodobnie jedyna szansa, aby poznać historię o tej tematyce. Myślę, że polecić ją mogę fanom gatunku - ich na pewno nie zrazi powolna akcja.

Moja ocena: 6,5/10

Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 4,2 cm (w sumie 145,4 cm)


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG

22 komentarze:

  1. Ta epoka, wolna akcja to chyba po prostu nie moja bajka, więc sobie odpuszczę czytanie 'Ruth'.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że w końcu udało Ci się dobrnąć do końca:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem raczej fanką powolnej akcji. Ale coś ciekawi mnie w tej książce (if you know what I mean). Przemyślę jeszcze czy warto po nią sięgnąć. Ale jak na razie pass ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości, bo też u mnie ostatnio słabo z czasem a myślę, że na tę powieść musiałabym go jednak poświęcić trochę więcej niż na inne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najpierw zabiorę się za "Północ i Południe" pani Gaskell (gdyż ta książka czeka już na półce), a dopiero później zobaczy się co z "Ruth". Ale znając mnie i tak po nią sięgnę. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam już drugą taką recenzję, że było jakieś ale i nawet podobna ocena, ale myślę, że i tak warto zajrzeć ):

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm... trochę się naczekałam na tą recenzję, poważnie, byłam bardzo ciekawa Twojego zdania o "Ruth", ponieważ od jakiegoś czasu się za tą powieścią rozglądam... moje klimaty, jak to się mówi. :P

    No więc, recenzja mnie zachęca, mimo tej powolniej i ciągnącej się akcji, zniechęca natomiast ta ocena, ledwie 6,5, mało... A te 530 stron - powiedz chociaż czy czcionka jest w miarę duża? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie nie bardzo :c

      Usuń
    2. To nie uśmiecha mi się takie czytanie. ;(

      Usuń
  8. Zawsze marzyłam, żeby przeczytać właśnie jakąś książkę z tych wiktoriańskich czasów. Jednak na chwile obecną nie sądzę żeby byłą nią właśnie Ruth. Prawdopodbnie szybko bym zraziła się do tej tematyki.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi również nie przypadła zbytnio do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pomimo kilku wad, chetnie ją przeczytam. Coś mnie jednak ciągnie do tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam jej ciekawa, lecz jakiś czas temu mi to przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś mi się tam o uszy obiła, ale nie zainteresowała mnie za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze nie słyszałam o tej książce i muszę to chyba nadrobić ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo podobała mi się ta książka. Uwielbiam powieści o tematyce wiktoriańskiej, więc z wielką przyjemnością sięgnęłam po "Ruth".
    Jest to długa książka - to fakt. Nie mniej jednak mogłam dłużej się nią delektować. :D
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj chyba nie dla mnie, a jeśli Cb dłużyła, co co dopiero mi, która nie lubię tej tematyki. Chyba podziękuję. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam i niestety dla mnie była to męka, nienawidzę książek w których nic się tak naprawdę nie dzieje ... A szkoda, bo czasy wiktoriańskie uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze całkiem niedawno miałam ochotę na tę książkę, ale kiedy poznałam opinię mojej koleżanki, nastawienie do tej powieści zupełnie się zmieniło :) Póki co, mam ciekawsze rzeczy do czytania :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Nuda przy książce Elizabeth Gaskell? Hmm.
    Marzę o tym, by mieć Ruth w swoich zbiorach ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niezbyt wysoka ocena, ale mimo wszystko mam ochotę na tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń