
"Od bestselleru..." być może nie jest najbardziej porywającym dziełem świata. Może i faktycznie styl autorów nie należy do najciekawszych, a sama książka składa się w większej mierze z liczb (wydania, nakłady, lata, tantiemy etc). Jednakże jak dla mnie wszystko co tylko dotyczy "Przeminęło z wiatrem" jest już genialne i warte największych pochlebstw. No i rzeczywiście, ten dość rozwlekły (chyba tak go mogę nazwać?) styl doskonale wynagradzały mi różne anegdotki - na przykład, że Hattie McDaniel (filmowa Mammy) ze względu na swój kolor skóry nie mogła usiąść na widowni podczas premiery "Przeminęło...".

Książka wzbogacona jest także fotografiami - co prawda niezbyt licznymi, ale nader ciekawymi. Wiele zagranicznych okładek książki, plakatów filmowych i teatralnych, a dodatkowo sporo zdjęć autorki, jej rodziny i przyjaciół, a także samego Clarka i Vivien z dnia premiery naprawdę cieszyło moje oczy.
Jak wspomniałam, może to i nie jest najbardziej wciągająca książka na świecie, ale ma jeden niezaprzeczalny, ogromny plus. Mianowicie jeszcze bardziej przypomniała mi o tym, jak mocno kocham "Przeminęło z wiatrem". I korzystając z tego, natychmiast zasiadłam do ponownej lektury. Jestem już w jednej trzeciej, i wiecie co? Ja znowu pieję z zachwytu nad urodą Rhetta, śmieję się z jego docinków pod adresem Scarlett i płaczę ze złości nad ślepotą tej ostatniej. Przeżywam wszystko po raz kolejny, już sama nie wiem który dokładnie. Dzieło Mitchell mnie ozdrawia, odnawia, odżywia i w ogóle wszystko co najlepsze. Z każdym na nowo przeczytanym fragmentem ponownie staję się nową osobą. I wciąż wynoszę coś świeżego z lektury. Nie pozostaje mi chyba nic innego, jak gorąco polecić "Przeminęło z wiatrem" wszystkim, którzy jeszcze książki Margaret nie czytali, a "Od bestselleru" każdemu fanowi książki. To wszystko jest tak piękne, magiczne, że nie sposób tego ująć w słowa. Niech więc najlepszą rekomendacją będzie moje szczere wyznanie, że kocham "Przeminęło..." całym, całym sercem.
Moja ocena: 8/10
Ooooooo
OdpowiedzUsuńTen GIF <3
Ja go kocham!
Ale książkę kocham kocham kocham kocham kocham
Milion serc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I w ogóle to trzeba przyznać, ze bardzo ładnie o PZW napisałaś, bardzo ładnie, bardzoo ładnieeee.... <3
Przez Ciebie, cholero Ty moja (mogę Cię tak nazywać? XD) najchętniej rzuciłabym teraz wszystko i zaczęła czytać jeszcze raz, tak jak Ty, ale nie mogę, jak mówiłam, to wszystko jest jeszcze we mnie zbyt świeże...
Nie przeczytam poradnika, ale Przeminęło z wiatrem owszem :3 W wakacje :P
OdpowiedzUsuńtfu, nie poradnik, co ja piszę o.O no wiesz, to fanowskie, przewodnik, czy co to jest xd ważne, że rozumiesz sens mych słów :D
UsuńJa mimo tych wszystkich superlatyw, które wymieniła, mimo tego zachwalenia, nie przeczytałam, jakoś mnie do książki nie ciągnie. Może za kilka lat i ja ją pokocham, ale obecnie fantastyka, fantastyka i jeszcze raz fantastyka. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
PS. Gif fajny, pamiętam te scenę z filmu(choć całego nie obejrzałam:P) ;)
Nigdy nie czytałam Przeminęło z wiatrem, więc raczej nie sięgnę po książkę przez ciebie prezentowaną.
OdpowiedzUsuńJa też nie czytałem, ale książki tego typu, przedstawiające kulisy powstania, biografię twórców etc, uwielbiam :-) A że tą mam, to na pewno przeczytam ;-)
OdpowiedzUsuńFilmu nie oglądałam (albo oglądałam już dawno temu)...
OdpowiedzUsuńAle nie zaszkodzi sobie go odtworzyć :D
W końcu mam ferie!
Tej książki jeszcze nie czytałam, bo w sumie muszę się zabrać za film. Ostatnio praktycznie w ogóle nie oglądam filmów, tylko ciągle książki :D A książkę "Przeminęło z wiatrem" oczywiście kocham i należy ona do moich ulubionych (ja takim uczuciem, jakie opisałaś po prostu darzę kilka książek) :) Przeminęło z wiatrem jest wyjątkowe, niepowtarzalne i wzbudza tyle emocji! :)
OdpowiedzUsuńNiestety film mnie strasznie nudził, zupełnie nie rozumiem fenomenu tej historii. Ale książki nie czytałam - może kiedyś ;)
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałam, ale film chętnie oglądnę. Ja mam kilka swoich ulubionych książek, są różnego gatunku, więc trudno mi wybrać jedną ;)
OdpowiedzUsuńHmmm zobaczę czy mi się choć w połowie tak spodoba jak Tobie. Zamierzam przeczytać, może w wakacje gdy będę miała więcej czasu. :)
OdpowiedzUsuńNajpierw jako dziecko widziałam film i najbardziej w pamięć zapadły mi sceny z ogniem (jak bohaterowie powozem przejeżdżali) i kreacje Margaret Mitchell:) Dopiero po latach przeczytałam książkę i jeszcze raz na spokojnie obejrzałam film. Nadal wzbudza we mnie ogromne emocje, dlatego z chęcią zerknę do tej książki, by poznać "Przeminęło z wiatrem" od kuchni...
OdpowiedzUsuń