poniedziałek, 29 września 2014

Jak powstrzymać odruch klaskania, czyli "If I stay" ze Zrecenzowaną

Do Warszawy przyjechałam mając dwa cele: a) kupić nowe skrzypce b) pójść do kina ze Zrecenzowaną. Pierwszego punktu nie zrealizowałam, bo tak się złożyło, że w sklepie ze skrzypcami nie było skrzypiec, nie pytajcie. Planowałam ten wyjazd od kilku tygodni, więc przez kilka godzin poprzedzających spotkanie z Karoliną chodziłam naprawdę przygnębiona. Ale potem było już jak zwykle - śmiech, kreatywny prezent urodzinowy, więcej śmiechu, i kupienie biletów na Zostań, jeśli kochasz! Jak nam się spodobał?

Fabuła jest prosta: Mia wiedzie zwykłe życie. Ma kochającą, szaloną rodzinkę, kochającego chłopaka, oddaną przyjaciółkę. Popołudnia spędza grając na wiolonczeli i oczekując list przyjętych do Julliardu. Aż pewnego dnia, niczym nieróżniącym się od setek poprzednich, dziewczyna traci w wypadku rodziców, a sama trafia na OIOM. Musi podjąć trudną decyzję: zostać i nauczyć się żyć w świecie bez nich, czy zamknąć oczy i odejść?


Muszę przyznać, że miałam dość duże oczekiwania wobec filmu. Chciałam się śmiać, płakać i przeżyć to wszystko, co czułam w trakcie lektury. A to wcale nie jest takie łatwe zadanie dla filmu - wzruszyć mnie. A początek raczej nie zapowiadał nic takiego. Na początku tylko szturchałyśmy się i mówiłyśmy "ej, to było w trailerze"! Miałyśmy naprawdę trudne zadanie - nie dopuścić, aby reszta publiczności wyrzuciła nas z sali. Cały czas coś komentowałyśmy i śmiałyśmy się, że 99% aktorów grających w filmie nosi koszule w kratkę (żeby było zabawniej, ja też miałam taką tego dnia). Nie oceniajcie nas jednak zbyt surowo - widziałyśmy się ze sobą zaledwie trzeci raz w życiu. Na szczęście film był wyjątkowo zabawny, więc często śmiała się cała sala, a nie tylko my dwie. Ponadto aktorka grająca Mię naprawdę spisała się na medal, choć nie mogę tego powiedzieć o filmowym Adamie. Nie przekonał mnie. Ale tak było też w książce, więc nie zdziwiło mnie to specjalnie. Co tu jeszcze... muzyka. Przepiękna i perfekcyjnie wpasowująca się w nastrój filmu. Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na to, że ani razu nie leciało moje ukochane Say something. W ogóle było w tym filmie strasznie dużo muzyki - zarówno klasycznej, jak i rockowej. W tym aspekcie film góruje nad oryginałem, bo jednak fajniej jest muzykę słyszeć, niż o niej czytać. Nieważne, że wiolonczela stale przypominała mi o moim braku skrzypiec. Zapominałam o tym, gdy śmiałam się z Karoli, która wciąż i wciąż mówiła mi nad uchem, że ma odruch klaskania, kiedy oni kończą grać/śpiewać. Ale przyszedł w końcu i czas na pamiętną scenę z dziadkiem. W książce scena ta wzruszyła mnie strasznie mocno - a tu nie było inaczej. Śmiech ucichł. Zostało tylko "ej, hahah, on ma koszulę jak ja" przez łzy... Pierwszy raz w życiu popłakałam się w kinie. I to tak na całego, cała się rozmazując. W którymś momencie myślałam, że uduszę się od wstrzymywanego szlochu. Film, na którym Emcia wzruszyła się do łez na przemian ze śmianiem się z tym samym skutkiem? Na Oscary z nim. 

Zostań, jeśli kochasz może nie zmieni Waszego życia, ale na pewno zmieni chociaż jedną krótką chwilę. Sprawi, że będziecie się śmiać, może nawet ocierać łzy i choć przez kilka minut docenicie to, co macie. Zastanowicie się, czy zostalibyście. To naprawdę bardzo dobry film. Tak dobry, że gdy pojawiły się napisy końcowe, to z kolei ja miałam odruch klaskania. 

12 komentarzy:

  1. MUSZĘ TO ZOBACZYĆ. W TRYBIE NOW.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam zakochałam się w filmowym Adamie :D Z moją kuzynką też raz śmiałyśmy się, raz płakałyśmy (chociaż ja popłakałam się też tylko w tym momencie z dziadkiem Mii). Głównie moje oglądanie "Zostań, jeśli kochasz" opierało się na słowach "Tak, to było w książce"; "Ej, to jest zmienione!" albo "Jeju, teraz będzie taki fajny moment!". Tak jak Ty uważam, że muzyka wypadła rewelacyjnie. A na drugi dzień po obejrzeniu filmu już zamówiłam płytę z soundtrackiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatecznie mnie zachęciłas i pewnie nie pójdę juz do kina, bo niestety termin sie już skńczył, ale w domu na pewno obejrzę. Rozwiałaś moje wszelkie wątpliwości dotyczące tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Filmu nie widziałam, książki nie czytałam, więc na razie się nie wypowiem.
    Serio nie mieli skrzypiec? W sklepie ze skrzypcami?! Cholera, nasz świat schodzi na psy.
    Ale nie ukrywam, że też w kinie ciągle komentuję. Nie zapomnę, jak byłam na Magic Mike i tu głośno, muzyka, faceci zrywają spodnie a ja przekrzykuję tą muzykę do koleżanki " Było wiadomo, że zerwą spodnie, bo mieli rozporki i jednemu było widać tyłek". Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że pod koniec zdania ucichła muzyka, a ja, niestety, wciąż krzyczałam :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Filmom, rzadko udaje się wywołać efekt wzruszenia taki jak wywołuje książka :) Może kiedyś obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo, bardzo chcę obejrzeć ten film.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupię sobie książkę (który raz już to mówię? xd) a potem obejrzę film, mam nadzieję, że też się z Domi popłaczemy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie zakończenie recenzji najbardziej do mnie przemówiło i nie zawaham się kupić książki, kiedy będzie taka okazja. Wcześniej podchodziłam do niej raczej z dystansem- z pewnością to kolejna nieudana próba podrobienia TFIOS'a!!!!11!!1!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fabuła ma według mnie niewiele wspólnego z TFIOSEM, więc tym bardziej możesz spokojnie oglądać:)

      Usuń