wtorek, 9 grudnia 2014

Anioł też człowiek... (Tam, gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska)

Zdarza ci się powiedzieć, że ktoś rozwiał twoje marzenia? Zniechęcił do czegoś? Lub - podciął ci skrzydła? Z pewnością. Całe szczęście, że ludzkie "skrzydła" tak szybko, zazwyczaj, odrastają. Co innego anielskie. 
Wyobraź sobie teraz, że jesteś czyimś aniołem stróżem. Bronisz go przed złem świata i przed samym sobą, kiedy nagle coś (ktoś?) pozbawia cię twoich skrzydeł. Jesteś bezsilny i bezbronny. Nie możesz nic zrobić. Jak się zachowasz? I co uczyni twój podopieczny? Na te pytania musi odpowiedzieć sobie Ave, bohater mojej obecnej lektury szkolnej - Tam, gdzie spadają Anioły. 


Książka Terakowskiej, chociaż lektura, jest lubiana przez młodzież. Chyba nie spotkałam się jeszcze z osobą, która - jeśli ją oczywiście przeczytała - powiedziałaby, że jest ona nieciekawa! Natomiast ja będę tu niestety wyjątkiem. Może ze względu na liczbę przeczytanych już książek; widoczny kontrast pomiędzy dziełem autorki Poczwarki a książkami na przykład Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk? Nie wiem. Prawda jest jednak taka, że podczas kiedy moja przyjaciółka określiła Tam, gdzie spadają Anioły mianem "uduchowiającej", mnie ona nie natchnęła zdecydowanie. 

Wiecie, że lubię tajemnice w książkach. Gwoli ścisłości - w wielu przypadkach tylko ona jest mi potrzebna do szczęścia. Dzieło Terakowskiej jest natomiast całkowicie jej wyzbyte i zwyczajnie czarno-białe. Od razu wiadomo, kto jest dobry, a kto zły; kogo należy lubić, a kim gardzić. Nie jest nawet wielką zagadką, dokąd cała historia zmierza oraz w jaki sposób się skończy. Nuda. Nie ma tu miejsca na samodzielne myślenie - a przecież dedukowanie, co stanie się potem, jest w czytaniu najprzyjemniejsze! 
Poza tym w książce raziły mnie strasznie pseudomądrości wciskane na chybił-trafił w dialogi. Pomijając nawet to, że w żaden sposób nie odnosiły się one do prowadzonej rozmowy, utrudniały oporną już i tak lekturę i sprawiały wrażenie, jakby autorka myślała sobie "o, tu wstawię złotą myśl!" - w moim odczuciu nie mówiły one o niczym konkretnym. Dużo słów, a mało w nich sensu, rozumiecie? Słowem: klasyczny przykład przerostu formy nad treścią. 
Kiedy już jesteśmy przy dialogach, warto wspomnieć także o osobach prowadzących je. Nie można ich określić mianowicie inaczej, niż dwuwymiarowi (z powodu wymienionego dwa akapity wyżej) i schematyczni. Zapracowani rodzice, niedopilnowane dziecko, opiekuńcza babcia dwie uliczki dalej. Nic szczególnego. O wiele ciekawsza wydawała mi się sąsiadka zwana przez główną bohaterkę, trzynastoletnią Ewę, Panią Samą - szkoda tylko, że poświęconych było jej łącznie zaledwie kilkanaście stron. Ona na pewno nie zrobiłaby czegoś tak naciąganego jak uwierzenie w anioły ze strony na stronę...

Chyba zdążyliście się już zorientować, że Tam, gdzie spadają Anioły zdecydowanie mnie nie porwała. Myślę mimo wszystko, że to dobrze, iż jest ona lekturą. Powinna spodobać się komuś, kto jest bardzo religijny; natomiast ktoś, kto i tak nie wierzy, na pewno podejdzie do niej sceptycznie. Wydaje mi się, że została ona stworzona dla ludzi, który wierzą tak połowicznie, jak ja. Na mnie może akurat nie zadziałała, ale kto wie, jak będzie z tobą? Może przeczytanie jej jest zapisane w twoim przeznaczeniu? Spróbuj!

17 komentarzy:

  1. Mimo Twoich negatywnych odczuć, dam książce szansę, gdyż "Ono" tej autorki wywarło na mnie spore wrażenie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam.
    No i cóż mogę powiedzieć? "Tam gdzie spadają anioły" nie jest w tej samej kategorii ulubieńców jak "Poczwarka" czy "Ono" Terakowskiej, lecz na pewno jest wartą przeczytania lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie wolałabym czytać to niż "Imię róży" .... ;-;

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie porwała :) I właśnie to lubię w książkach. Inni jakieś uwielbiają, inni nie ijest o czym porozmawiać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam jeszcze twórczości autorki a szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie to jestem jej ciekawa i chyba któregoś razu wypożyczę z biblioteki ;) Znam "Poczwarkę" Terakowskiej, a tamta zdecydowanie jest w moim mniemaniu godna polecenia, wiec czemu miałabym nie sprawdzić treści "Tam, gdzie spadają anioły".

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tylko jedną książkę Terakowskiej - "Córkę czarownic". Zamierzam wrócić do jej twórczości, ale raczej wybiorę "Poczwarkę" niż "Tam, gdzie spadają anioły". Chyba, że najdzie mnie nieopisana potrzeba. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta książka leży na mojej półce, ale coś mi się widzi, że poczeka na lepsze czasy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To jedyna książka Terakowskiej, którą przeczytałam i cóż... podobała mi się. A na ogół nie lubię takich właśnie uduchowionych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tę książkę. Terakowska jest jedną z nielicznych polskich autorek, które lubię:)
    Karlina W. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam, ale słyszałam o tej autorce naprawdę dużo i zwykle były to pozytywne opinie. Cóż, jak widać - książka nie dla mnie. Ja od czasu do czasu lubię myśleć, a już zwłaszcza przy czytaniu XD

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba szkoda mi czasu na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam ją dobrych 5 lat temu i wtedy bardzo mi się podobała. Nie wiem jak by było teraz, chyba sobie ją odświeżę i zobaczę czy dalej zrobi na mnie tak duże wrażenie jak kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam ją i hm, podobała mi się. Ale z Terakowską tak już jest - ona nie wszystkim przypada do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę że w tej książce nie chodzi o wiarę lub jej brak - to po prostu baśń, jakich Terakowska pisze wiele. Zachwycałam się tym tekstem na początku liceum i do dziś mam do niego sentyment. Ale ja po prostu lubię teksty tej autorki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie nie myślałam o tej książce w ten sposób. byłam właśnie przekonana, że autorka głęboko wierzy (czego baśń poniekąd by nie wykluczała, ale...). dzięki za nowe spojrzenie, naprawdę!

      Usuń